Nie wiem czy rzeczywiście uda mi się tu pisać codziennie, ale póki co dopisać muszę jeszcze, że istotna dla mnie jest jeszcze rowerowo mobilna okolica. Bo znam takich, co codziennie narażają życie wśród lawirujących i pędzących kierowców samochodów, aby na swoim bajku dotrzeć do pracy…

No to zakładam bloga i będę tu opisywał moje zmagania z poszukiwaniem własnego M, a jak już je znajdę, to z jego urządzeniem, bo mam całą głowę pomysłów i zobaczymy co z tego wyjdzie.

Póki co ruszył kolejny program wspomagający zakup mieszkania dla młodych ludzi i zapewne po raz kolejny się nie załapię. Już takie moje szczęście, że jak coś można dostać taniej albo za darmo to zawsze pojawia się jakieś tajemnicze: ale, które powoduje, że nic nie dostaję. Zaczynam podejrzewać, że te wszystkie dotacje i dofinansowania to legendy, mity, tzw. i pic na wodę. Szczerze mówiąc nie znam nikogo, kto by coś dostał za darmo.

No ale wracając do rzeczy. Znudziło mi się mieszkanie z rodzicami, więc postanowiłem rozejrzeć się za czymś swoim, no nie zupełnie swoim, bo chcemy kupić razem z moją kobietą. Co prawda każde z nas marzy o czymś „trochę” innym, ale przypuszczam, że jakoś krakowskim targiem się dogadamy. Jeśli o mnie chodzi, chciałbym mieć nie za duże mieszkanko, żeby „flaków z siebie nie wypruwać” przy jego spłacaniu. Poza tym interesuje mnie mieszkanie gdzieś w centrum Wrocławia, żeby wszędzie było blisko, a dodatkowo w przyszłości – jeśli zdecydujemy się na coś większego, o ile nas na to będzie stać, łatwiej będzie dotychczasowe lokum wynająć. Więc tłumaczę jej, że to wygodniej, bliżej, łatwiej, lepiej, że nawet jeśli pojawi się dziecko, to bliżej do przedszkola czy szkoły. No, ale ona uważa, że jak coś kupować i się zadłużać, to od początku ma być to coś porządnego: czytaj większego, takiego na wieki (już abstrahując od naszej zdolności kredytowej, bo finansowe aspekty jakoś trudno do niej docierają; uważa, że miła pani w banku na pewno zrozumie nasze potrzeby, a jak nie to postawimy na pazerność banku, który więcej na nas zarobi przy większym kredycie, i tyle). Najbardziej by jej odpowiadał domek na przedmieściach, albo mieszkanie w jakimś apartamentowcu z tarasem albo ogródkiem. Nie wiem co prawda po co jej ten ogródek, bo u rodziców nigdy nie grzebie się w ziemi, bo nie lubi, więc profilaktycznie – gdyby miał mi przypaść „zaszczyt” zajmowania się nim – obstawiam bardziej taras. Ostatnio przeraziłem się, bo jak podszedłem do kompa to okazało się, że szuka na hasełko „mieszkania Wrocław Biskupin”, a to nie tania okolica i już na pewno na coś odpowiadającego jej gabarytom nie będzie nas stać. Zaczęły się ochy i achy jak tam pięknie, że zoo, że ogród japoński i botaniczny, że pergola, że wylot z miasta blisko i takie tam pierdoły, więc mówię „OK, ale zdajesz sobie sprawę z tego, że możemy tam kupić maksymalnie 30-metrową kawalerkę i czy będziemy mieli dzieci, czy też nie, będziemy się tak kisić podziwiając piękną okolicę.” To ją chyba trochę otrzeźwiło, bo pokręciła nosem, nadąsała się i zaczęła szukać w innych dzielnicach. Mam nadzieję, że nie wpadnie na genialny pomysł, że jestem dla niej za biedny…

Zanim się zabrałem za „temat” myślałem, że sprawa będzie łatwa i prosta. Ale nie jest. I to nawet nie chodzi o to, że nie ma ofert, tylko o to, że nowe budynki pięknie wyglądają, a później na scenie pojawia się „potwór”. Kiedy czytam opinie o niektórych deweloperach czy inwestycjach, to aż się włos na głowie jeży. Człowiek się zadłuża na całe życie i nie wie, czy w mieszkaniu nie wyjdzie coś co mu to życie skróci – grzyb, wilgoć, podmoknięcia, lanie się z dachu, mostki termiczne, itd., itd. Lista jest zbyt długa, żeby ją przytaczać. Okazuje się więc, że szukania mieszkania nie należy rozpoczynać od znalezienia sobie tego, które się najbardziej podoba, tylko od poczytania opinii o deweloperze, opisów na forach osób, które już tam mieszkają, albo które mieszkają w innych inwestycjach zrealizowanych przez tego dewelopera, itp. – czyli od przeczytania czy mieszka się dobrze, czy też strach czy się coś na głowę nie naleje czy nie odpadnie. Co prawda o niektórych deweloperach trudno znaleźć opinie, ale doszedłem do wniosku, że jest to dla nich na plus, bo nasze narzekające na wszystko społeczeństwo nie przepuściłoby okazji do opisania wad osiedla czy mieszkania, gdyby takie miały miejsce.

I tym sposobem doszedłem do wniosku, że szybko tej „operacji” nie przeprowadzimy i jeśli coś nabędziemy latem, to będzie dobrze i na pewno nie za wcześnie.