Kupiliśmy regał na książki do salonu i wczoraj robiliśmy wielką akcję wypakowywania książek z kartonów. Przy okazji wyjęliśmy albumy ze zdjęciami i przesiedzieliśmy przy nich co najmniej dwie godziny. Znalazłem m.in. moje stare zdjęcia z wycieczek szkolnych. Oj, działo się na nich. Mam wrażenie, że teraz nauczyciele bardziej się pilnują i lepiej też pilnują dzieci, albo raczej młodzież. Tak sądząc po komentarzach w prasie, które zresztą często wydają mi się wręcz śmieszne. „Za moich czasów” nie zdarzały się bynajmniej wycieczki, w trakcie których nauczyciele nie popiliby sobie, zwłaszcza w liceum. Nie bywało też, żebyśmy i my sobie nie wypili i żebyśmy siedzieli grzecznie w pokojach wieczorami. Zawsze jakaś grupa urwała się w plener. Wygłupialiśmy się i na pewno te wygłupy lepiej pamiętamy niż zwiedzane miejsca, ale wszyscy się świetnie bawili. Jest co wspominać. Gdyby dzisiejsze media dowiedziały się co było robione, na pewno byłaby afera za nie upilnowanie biednych, małych dzieci (chociaż formalnie już wtedy dziećmi nie byliśmy). Na marginesie, zauważyliście jak media manipulują słowami: dziecko, dziewczynka, chłopczyk, kobieta i mężczyzna. Czasem mówią kobieta o 15 letniej dziewczynie, a czasami dziewczyna o 20-letniej. Dziwią tylko pojawiające się od czasu do czasu artykuły np. wychowawców wakacyjnych opowiadających jak to bogaci rodzice wysyłają swoje dzieciaki na zagraniczne obozy, na których dzieciaki nie trzeźwieją, często ćpają i uprawiają seks. No, ale to wiele „postępowych” osób jest skłonna uznać za normalne, w przeciwieństwie od sytuacji, które zdarzały się kiedyś i były uważane wtedy za normalne. Najlepiej wspominam wycieczkę do Zakopanego, wspinanie się w Tatrach, nocne wypady do Cafe Piano (ciekawe czy jeszcze istnieje), nocleg w Zakopanem w molochu zwanym schroniskiem. Ech, stare czasy.

Wpadłem dziś na bloga i tak sobie myślę, że miał to być mój dziennik z notatkami jak to kupiliśmy mieszkanie, z pomysłami jak je urządzić, dokumentujący realizację planów i tego jak się zmieniło nasze życie. Ale niestety trzeba było to wszystko robić w międzyczasie, pracując jednocześnie ambitnie, albo jeszcze ambitniej niż wcześniej, bo jakoś trzeba spłacić kredyt; trzeba było remontować i urządzać jak najwięcej we własnym zakresie i już sił zabrakło na notatki. Jedyne co byłem w stanie zrobić, to zdjęcia, ale jestem przeciwnikiem publikacji zdjęć własnej facjaty, mieszkania i samochodu, więc na pewno nie wkleję ich na bloga.

Dokumentując postęp prac, stwierdzam, że zakończyliśmy akcję: łazienka i wszystko co powinno się tam znaleźć już jest, łącznie ze zbędnymi (moim zdaniem) i koniecznymi (zdaniem mojej Pani) dodatkami, i z nowymi ręcznikami (bo stare nie pasowały do wystroju…).