Pogoda coraz bardziej przypomina jesień, bo co z tego, że zwykle jest dość ciepło, jak liście lecą z drzew, rano jest ponuro i wieczór skraca się coraz bardziej. Nie da się już tak spokojnie posiedzieć na balkonie, a przynajmniej w niedzielę się nie dało, przez wiatr i zimno. I pomyśleć, że jeszcze niedawno można było podziwiać takie widoki: 

Nasz wyjazd, o którym ostatnio pisałem, udał się wyśmienicie. Co prawda trafiliśmy na największe upały w trakcie podróży (aż trudno to sobie dziś przypomnieć), ale i na miejscu panowało takie ciepełko, że moja Dama wróciła opalona i szczęśliwa, a ja przyjemnie spędziłem czas w cieniu parasola, z książką w ręce i napojami chłodzącymi. Niestety te miłe chwile już za nami i to już tak dawno temu, że wspominam o tym tylko dla zachowania chronologii. Teraz wróciliśmy już do standardowego trybu życia z podziałem na dni robocze i weekendy; przede wszystkim weekendy, bo ostatnio nam obojgu wypada tyle nadgodzin, że w dni robocze tylko się mijamy. Ale co zrobić… W zeszły weekend odwiedził nas mój brat, więc żeby podział między rodziny był „słuszny”, w następny jedziemy do teściów.

Z ciekawostek, które się dowiedziałem, to to, że ponoć w szkołach trzeba opłacić dzieciom ubezpieczenie. Pamiętam, że w zamierzchłych czasach też się płaciło, ale nigdy nie było to na zasadzie obowiązku. Nie wiem, czy te szkoły sobie wyobrażają, że jakby u nich stało się coś dziecku, to dziecko od szkoły odszkodowania nie dostanie, tylko dlatego, że ma już wykupione ubezpieczenie? Cóż za bzdura. A przy okazji, ponoć trudno się nawet dowiedzieć za co się płaci, tzn. jaka jest suma ubezpieczenia i jego zakres. Co prawda u nas też to się zdarza, ale nie do tego stopnia. Z wyjątkami. Ostatnio moja dama biegnąc do telefonu postanowiła po drodze pokopać się z łóżkiem 😉 Solidne łóżko sosnowe wygrało, mały paluszek przegrał. Zastanawialiśmy się nawet czy się nie złamał, bo długo ją bolał i spuchł. Dla pewności poszliśmy do lekarza i zrobiliśmy prześwietlenie. Na szczęście okazało się, że złamany nie jest, a przy okazji wyszło, że moja Dama nie wie gdzie ma polisę i w ogóle za co płaci. Tak jak ci rodzice dzieci w szkole…

Chyba moje wysiłki w robieniu rzeźby (od wiosny do teraz) nie poszły na marne, bo zgarniam coraz więcej komplementów od koleżanek i pań spotykanych po drodze na rowerze czy rolkach 🙂 Co ma ten plus, że moja Dama zapragnęła ćwiczyć ze mną 🙂