Dziś w pracy mamy wesoło, bo kumpel przeczytał o raczkującej modzie na rodziców nie będących ani małżeństwami, ani nawet parami. Są po prostu osobami, które mają ochotę mieć dziecko i się nim zajmować, ale nie mają ochoty dłużej czekać na swoją drugą „połówkę”. W sumie pomysł świetny, ale biorąc pod uwagę nasze świętobliwe społeczeństwo (ujawniające swoje zdanie m.in. na forach i w komentarzach), to nie wiem czy przejdzie. No, może trochę w większych miastach. Jednak zdaniem większości społeczeństwa jest tak jak to zrymował kumpel:
Dobry ojciec, dobra matka,
to żonaty, to mężatka.
Nawet jak jedno drze się na drugie i na wzajem. A moim zdaniem temat jest bardzo ciekawy i choć obowiązki mogą być trudne do ogarnięcia, zwłaszcza „z czasem”, bo ostatecznie mówimy o dziecku, które należy dość długo wychowywać i utrzymywać, a nie o wspólnym zakupie storczyka, to myślę, że w wielu przypadkach może to być strzał w 10. Zwłaszcza, jeśli rodzice się zaprzyjaźnią i odpadną „tarcia”.